Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

16.12.2012
niedziela

Dużo, ale byle jak?

16 grudnia 2012, niedziela,

Ilekroć pojawia się nowy ranking uczelni wyższych – a zdarza się to co kilka miesięcy – dowiadujemy się, że nie jest w Polsce tak dobrze, jak byśmy chcieli. Na pierwsze strony gazet trafia wtedy lament nad upadkiem polskiej nauki i niskim poziomem kształcenia na polskich uczelniach. Uczestnicy internetowych forów walą w pracujących na uczelniach darmozjadów, a profesura broni się wskazując na brak rządowego wsparcia dla polskiej nauki i finansową mizerię uniwersytetów.

 

Kolejny ranking, tym razem nie uczelni lecz państw, przynosi listopadowy numer Świata Nauki w dwustronicowej notce Kraje najlepsze w nauce. to uporządkowane listy najlepszych dwudziestu pięciu państw w czterech kategoriach: liczba prac opublikowanych w czołowych czasopismach, liczba patentów, nakłady na badania i liczba doktoratów nadanych w naukach technicznych i ścisłych.

 

W zasadzie nie ma zaskoczeń. W rankingu państw, w których powstało najwięcej wartościowych prac, na pierwszym miejscu są Stany Zjednoczone, potem Niemcy i Chiny. Wysoka pozycja Chin nie dziwi, bo ranking bierze pod uwagę całkowitą liczbę publikacji, a nie liczbę publikacji na mieszkańca, czyli preferuje państwa duże. Oprócz Chin na liście można więc na 14. miejscu znaleźć Indie. Polska (38,5 miliona mieszkańców) nie mieści się w gronie dwudziestu pięciu gigantów. Zmieściło się natomiast kilka państw wyraźnie mniejszych od Polski – na 11. miejscu Szwajcaria, z ludnością poniżej 8 milionów, na szesnastym miejscu Izrael z taką samą liczba obywateli, tuż za nim malutki Singapur – z ludnością nieco ponad 5 milionów, a niżej równie mała Dania. Wśród 25 liderów jest 8 państw, których ludność nie liczy nawet 10 milionów, a ponad połowa jest znacząco mniejsza od Polski.

Drugi ranking pod wzgledem liczby patentów jest bardzo podobny. Są, w porównaiu z pierwszym, pewne drobne, ale groźne dla Europy różnice. Lepiej plasują się w nim państwa Dalekiego Wschodu: Korea Południowa – o 5 miejsc i Tajwan – o 10 miejsc wyżej. Wśród liderów nie zmieściły się Rosja i Brazylia, które znajdowały się na poprzedniej liście. Polski – co nie zaskakuje – też nie ma.

Trzecia lista zawiera 25 państw, które na badania i rozwój wydają najwięcej. Pod uwagę bierze się nie procent PKB i nie wydatki na głowę mieszkańca, lecz całkowitą kwotę przeznaczaną na badania. Zanim listę skomentuję, muszę wyjaśnić, że Świat Nauki jest polskojęzyczną wersją miesięcznika Scientific American i prawie wszystkie drukowane w nim artykuły, w tym także tekst o rankingach, tłumaczeniami. Nie jest to więc tekst zamówiony przez polski rząd. Ponadto wysokość wydatków na badania, w odróżnieniu od szczegółów pierwszego rankingu, można łatwo sprawdzić na stronie OECD.

 

Wśród krajów wydających najwięcej na badania nie ma kilku państw, które mogą poszczycić się sukcesami w nauce i rozwijaniu technologii. Nie ma Tajwanu, który jest na piątym miejscu na liście krajów o największej liczbie patentów, nie ma Indii, Singapuru i Hongkongu. Mimo, że nie wydają dużo, osiągają dobre wyniki. Pojawia się za to kilka państw, które nie przodują w liczbie publikacji i patentów: na szesnastym miejscu jest Turcja, na 21. Meksyk, a za nim – na 22. miejscu – Polska.

 

W ostatniej tabeli opisującej liczbę doktoratów przyznanych w 2008 roku jest siedem państw, których nie ma na pierwszych dwóch listach. Wśród nich najwyżej, na trzynastym miejscu w świecie jest Polska.

 

I co z tego rankingu wynika? Wielu dziennikarzy i niewielka część środowiska naukowego twierdzi, że Polska nauka i technologia nie rozwijają się najlepiej. Profesorowie uważają, że nasza niska pozycja jest wynikiem krzywdzącego nas anglocentryzmu oraz niedoceniania przez zagraniczne ośrodki naszej humanistyki i nauk społecznych. Jednak cały tekst w Świecie Nauki poświęcony jest naukom ścisłym i technicznym, więc ten argument odpada. Odpada też sztandarowy argument uczonych, że przyczyną mizernej kondycji uniwersytetów, jest niechęć elit politycznych do nauki, czego skutkiem są skandalicznie niskie nakłady na badania. A jak widać finansowanie nauki jest w Polsce lepsze niż nasza pozycja w rankingach.

 

Dobrze byłoby wiedzieć, jakie są prawdziwe przyczyny naszej słabości. Jeśli postawimy rzetelną diagnozę, będzie można myśleć o terapii. Jeśli jednak nie dowiemy się, co nam dolega, pieniądze wydane na drogie lekarstwa zostaną zmarnowane. Pewne sugestie na temat źródeł problemów podpowiada wysoka pozycja Polski, jeśli chodzi o liczbę przyznanych doktoratów. Może z nauką jest tak, jak z wyższą edukacją – dużo, ale byle jak.

 

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Dobre pytanie to nie „ile jest doktorantów?”, tylko „ile jest _zagranicznych_ doktorantów?”.

    Dlaczego?
    Raz, to kwestia otwartości nauki, wymiany myśli, współpracy, itd.
    Dwa, to znaczy, że na doktoracie są ludzie (i są przyciągani ludzie) wybierający dane miejsce z powodu tematyki i jakości badań, nie „bo to robiłem magisterkę”.

    Co najgorsze (oprócz dosłownie kilku mi znanych grup badawczych), nie widzę zbytniego nastawienia (ani mentalnego, ani – administracyjnego), by otworzyć się na świat, i mieć zarówno doktorantów i szefów grup z całego świata. A to i tak w porywach 1-2 zagraniczniaki. Zaś większość dobrych grup jake znam ma ich >50%.

    Rzecz jasna, samo ściąganie jakichkolwiek doktorantów nic nie da. Ale stworzenie warunków – językowych, formalnych, promocyjnych itd. by ściągnąć najlepszych może być kluczowe.

    (Sam jestem doktorantem w ICFO pod Barceloną i tam zdecydowana większość doktorantów to obcokrajowcy (może >=80%); którzy poszli tam nie „bo blisko”, a są tam od Chin po Kanadę, z powodów merytorycznych.)

  2. Tutaj jest ranking Scientific American: http://www.scientificamerican.com/article.cfm?id=the-worlds-best-countries-science – odpowiada on temu, co Pan pisze w tekście. W części finansowej ranking ten oparty jest na danych OECD, tu jest źródło: http://www.oecd-ilibrary.org/docserver/download/9211041ec016.pdf?expires=1360427863&id=id&accname=guest&checksum=87EABBA01773811E4CA23B7ACF262A18
    Wynika stąd, że Polska w grupie krajów OECD przeznacza jedną z najmniejszych części swojego GDP na badania i rozwój (GERD), mianowicie 0.68% w 2009 (w 2011 wzrosło dp 0.74%). Z krajów OECD mniej od nas wydają tylko Grecja, Słowacja, Chile i Meksyk.

    Nawiasem mówiąc, oparcie tej części rankingu o dane OECD tłumaczy „nieobecność” Tajwanu, Hong Kongu, Singapuru, Indii czy Brazylii, które do OECD nie należą. W cytowanych danych OECD nie ma też danych o GERD Korei Południowej, nie wiem dlaczego. W każdym razie ranking Scientific American w żaden sposób nie uzasadnia tezy, iż Polska na R&D wydaje w kwotach bezwzględnych więcej, niż wymienione kraje.

  3. Drogi Panie Leszku,

    a czy jest Pan pewien, że „wydatki na badania” dotyczą tylko nauk technicznych i ścisłych, a co z naukami o ziemi? naukami biologicznymi?
    Mam wątpliwości, aby dało się policzyć wydatki na badania w Polsce TYLKO w naukach technicznych i ścisłych. Mam też wrażenie, że ranking jest trochę przekłamany, choć go nie widziałem.
    Zabieram się zatem do czytania ŚN.

  4. a tutaj rozwiazanie problemu Leszka Pacholskiego:

    http://forum.gazeta.pl/forum/w,87574,142373258,142435030,Re_no_to_mamy_pecha_.html

  5. Finanse wcale nie są świetlane. W Polsce mamy 50 tys. pracowników n-d i 700 mln euro budżetu dla nich. W Niemczech jest 110 tys. pracowników n-d i 11,7 mld euro. Dwa razy więcej ludzi i CZTERNAŚCIE razy więcej pieniędzy. Siedem razy więcej licząc na głowę. Z pustego i Salomon nie naleje, bo przy naszym poziomie finansowania całość środków idzie na nędzne pensje.